2007-08-13 19:16
Ciekawy artykuł ukazał się dzisiaj w Pulsie Biznesu. Fragmenty i przedruki zaraz pojawiły się w większych portalach, w tym gazeta.pl i money.pl.
Ciekawy jest nie tyle temat, ale to, co z niego wynika, a raczej co nie wynika....
Wiem, zagmatwany to sposób przedstawienia informacji, ale tylko pozornie.
„Prawie 116 mld zł wydajemy rocznie na emerytury i renty. Składki pokrywają tylko 70 proc. wydatków. Winne są przywileje emerytalne.
Najpierw dobre wiadomości.
Spada bezrobocie i rosną płace, dzięki czemu coraz więcej wpływa do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS).
Z niego wypłacane są emerytury i renty. W 2006 r. z naszych składek trafiło do niego 81,3 mld zł - o 16,3 proc. więcej niż w 2001 r.
Teraz gorsza informacja
- jeszcze szybciej rosną wydatki. Na świadczenia przeznaczyliśmy 115,7 mld zł (o 25 proc. więcej niż w 2001 r.). Tym samym w budżecie funduszu jest coraz większa dziura. Dziurę łatamy my - budżet państwa z naszych podatków w 2006 r. przekazał do FUS prawie 24,5 mld zł dotacji. Dotarliśmy do wyliczeń ZUS, które rozwiewają złudzenia, że będzie lepiej. Przeciwnie - za 18 lat dziura w budżecie przekroczy 52 mld zł (w przeliczeniu na dzisiejsze wartości). Odczujemy to wszyscy.”
Niestety, ale tym artykułem prochu nie odkryto. Raz po raz różne media trąbią o tym, jak to będzie źle za kilka lat w polskim systemie emerytalnym, artykuły prasowe i te ukazujące się w internecie wywołują oczywiście falę dyskusji na temat tego, jakie są powody takiej sytuacji. Jedni mówią, że wszystkiemu winne są wcześniejsze emerytury, inni że wysokie podatki, jeszcze inni że szara strefa albo różny wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn.
Nikt jednak nie pisze o rozwiązaniach, które mogłyby zapobiec dalszemu pogłębianiu się deficytu ZUS. Jeden z większych autorytetów ekonomicznych w naszym kraju, będący jednocześnie prezesem rady nadzorczej ZUS, niejednokrotnie przestrzegał na łamach różnych mediów, że jest naprawdę źle. Dziennikarze „MANAGER MAGAZIN” napisali o tym ( zresztą nie pierwszy i nie ostatni ) obszerny artykuł o „bombie emerytalnej”, składającej się z przywilejów, wysokich podatków i składek, niskich zarobków, wyżu demograficznego i niskiego przyrostu naturalnego, exodusu Polaków za granicę, zmian w przepisach emerytalnych ( w tym OFE ) niekoniecznie korzystnych dla ubezpieczonych.
I co z tego wynikło ?
Przykre to, ale nic. Żaden z tych artykułów nie kończy się propozycjami rozwiązań. Rozwiązania takie jak zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn albo uwolnienie szarej strefy tak naprawdę niczego nowego nie przyniosą. Bo uwolnienie „szarej strefy” to jedno, a znalezienie rozwiązań na to uwolnienie to drugie. A że Polska to kraj krzykaczy, którzy znają się najlepiej na piłce nożnej, wszyscy są najlepszymi kierowcami, a eksperci od polityki rodzą się codziennie w każdym domu, to rozwiązania nie pojawią się tak długo, jak długo będziemy udawać, że najprostsze rozwiązania są niemożliwe.
Mamy blisko siebie taki mały kraj, Słowację. Ten niewielki naród wiele stracił po podziale Czechosłowacji, bo większość przemysłu leży na terenie Czech. No może za wyjątkiem kilku hut i ostatnio wybudowanych kilku fabryk. Daleko im jednak do nas, bo i dostęp do morza mamy, i góry, i kopalnie, i huty, i inwestycje zagraniczne... Kiedy spędziłem tam kilka dni ( mieszkam blisko granicy z Czechami, więc już widziałem drogi bez dziur ) i od razu zauważyłem sporo różnic. Na autostradach ( takich jak nasza A 4 ) nie ma takiego ruchu, pewnie z tego powodu, że wszystkie są tam płatne. Opłaty nie w formie gotówki, ale każdy, kto chce po nich jeździć, musi mieć przyklejoną nalepkę, zwaną winietą. Wiem, piszę o sprawach oczywistych. Ceny benzyny są porównywalne z naszymi, ale jednak sposób na pozyskanie środków do budżetu przez kraj, który ma jedne z najniższych podatków w Europie, okazał się jakimś rozwiązaniem.
Słowacy nie są rolnikami. Szczęśliwy ten, kto ma choć kawałek swojej własnej ziemi, u nas nazywanych popularnie ogródkami działkowymi, ale pomimo tego każdy skrawek ziemi jest zagospodarowany. No i turystyka. Ktoś, kto był choć raz na nartach w polskich Tatrach lub Karkonoszach, dobrze wie o czym piszę. Oczekiwanie w kolejce na Kasprowy albo Szrenicę może zniechęcić nawet najbardziej zmotywowanego narciarza. Nie jeździłem w sierpniu na nartach ( ha ha ha ), ale ilość wyciągów kołyszących się nad moją głową i działających cały rok bardzo mnie zaskoczyła, choć podobny widok panuje w czeskich Karkonoszach. My, Polacy, wybudowaliśmy w po swojej stronie Tatr jedną kolej gondolową. Słowacy wybudowali ich kilkanaście. Nie było protestów „zielonych” ani władz parku narodowego, że budowa wystraszy zwierzęta. Większość jaskiń, nadających się do zwiedzania ( a więc i do zarabiania pieniędzy ) została zaadoptowana i oddana turystom. To strumień pieniędzy. Tam, gdzie można zbudować parki rozrywki i wykorzystać atrakcje przyrodnicze, wyrosły obiekty, które dostarczają wpływów do budżetu. Z biznesu. Odniosłem wrażenie, że warunki, stworzone przez włodarzy tego małego państewka, dają spore pole do popisu dla ludzi, którzy chcą brać sprawy we własne ręce i chcą budować swój własny biznes. Niskie podatki, proste i przejrzyste procedury.
Co to ma wspólnego z emeryturami ? Na pierwszy rzut oka na pewno nic, ale to tylko pozory. Stworzenie dobrych warunków do zakładania własnych firm ( niskie podatki, zwolnienia okresowe z tych podatków i składek emerytalnych ) powoduje rozkwit biznesu, a polska gospodarka przypomina trochę myślenie :”tu i teraz. Przyszłość nie istnieje”. Podczas gdy w naszym kraju podwyższa się Vat na materiały budowlane i likwiduje ulgi remontowe, w wielu innych krajach to właśnie obniżenie podatków i utrzymanie zachęt podatkowych zwiększyło wpływy do budżetu.
Każdy z tych artykułów powinien pokazywać rozwiązania nie polegające na zrównaniu wieku emerytalnego czy uwolnieniu szarej strefy, ale mający w swojej konkluzji jedno rozwiązanie : Chcesz mieć emeryturę ? To ją sobie uzbieraj. Każda wypowiedź w sprawie sytuacji ZUSU, którą przedstawiał prezes Rady Nadzorczej kończyła się hasłem : „ludzie ! ubezpieczajcie się !
Sporo by tu pomogła zachęta podatkowa nie w postaci zwolnienia belkowego, ale zachęta odczuwalna zaraz, w postaci ulg podatkowych. Na pierwszy rzut oka to wpływy nie do budżetu, ale do instytucji finansowych, jednak nie zapominajmy, kto tak naprawdę rządzi. Komu Skarb Państwa sprzedaje obligacje. Instytucje finansowe też płacą podatki, a zwiększenie ich wpływów, to zwiększenie wpływów do budżetu. Zwiększenie wpływów instytucji finansowych ( banków, towarzystw ubezpieczeniowych, funduszy inwestycyjnych i emerytalnych ) to też zwiększenie obrotów innych branż, rozwój indywidualnego biznesu czy małych i średnich przedsiębiorstw. Większe wpływy w instytucjach finansowych to też ich większe zapotrzebowanie na obligacje i wzmożony ruch na rynkach papierów wartościowych.
Taka zmiana w przepisach podatkowych to EFEKT MOTYLA. Nawet niewielkie wydarzenie może spowodować lawinę zmian.
Innym rozwiązaniem ( które stosuję od lat osobiście ) jest robić SWOJE.
Robić swoje oznacza nie oglądać się na rozwiązania i zmiany przepisów i ekip rządzących, ale oznacza systematyczne i konsekwentne działanie, które będzie służyć temu, aby było MI lepiej, łatwiej i przyjemniej. Dla każdego z nas, najważniejszą osobą jesteśmy my sami. Moja żona żartuje, że dla mnie ważniejszy ode mnie samego jest tylko mój biznes.
Dlatego my, Polacy, powinniśmy robić swoje. Jeśli pracujemy na etatach, to powinniśmy systematycznie i konsekwentnie budować SWOJE kapitały. Jeśli prowadzimy biznesy, powinniśmy systematycznie i konsekwentnie budować SWOJE kapitały, które możemy uzyskać ze SWOJEGO biznesu.
Reszta może zając się polityką.
Howgh.
Ciekawy jest nie tyle temat, ale to, co z niego wynika, a raczej co nie wynika....
Wiem, zagmatwany to sposób przedstawienia informacji, ale tylko pozornie.
„Prawie 116 mld zł wydajemy rocznie na emerytury i renty. Składki pokrywają tylko 70 proc. wydatków. Winne są przywileje emerytalne.
Najpierw dobre wiadomości.
Spada bezrobocie i rosną płace, dzięki czemu coraz więcej wpływa do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS).
Z niego wypłacane są emerytury i renty. W 2006 r. z naszych składek trafiło do niego 81,3 mld zł - o 16,3 proc. więcej niż w 2001 r.
Teraz gorsza informacja
- jeszcze szybciej rosną wydatki. Na świadczenia przeznaczyliśmy 115,7 mld zł (o 25 proc. więcej niż w 2001 r.). Tym samym w budżecie funduszu jest coraz większa dziura. Dziurę łatamy my - budżet państwa z naszych podatków w 2006 r. przekazał do FUS prawie 24,5 mld zł dotacji. Dotarliśmy do wyliczeń ZUS, które rozwiewają złudzenia, że będzie lepiej. Przeciwnie - za 18 lat dziura w budżecie przekroczy 52 mld zł (w przeliczeniu na dzisiejsze wartości). Odczujemy to wszyscy.”
Niestety, ale tym artykułem prochu nie odkryto. Raz po raz różne media trąbią o tym, jak to będzie źle za kilka lat w polskim systemie emerytalnym, artykuły prasowe i te ukazujące się w internecie wywołują oczywiście falę dyskusji na temat tego, jakie są powody takiej sytuacji. Jedni mówią, że wszystkiemu winne są wcześniejsze emerytury, inni że wysokie podatki, jeszcze inni że szara strefa albo różny wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn.
Nikt jednak nie pisze o rozwiązaniach, które mogłyby zapobiec dalszemu pogłębianiu się deficytu ZUS. Jeden z większych autorytetów ekonomicznych w naszym kraju, będący jednocześnie prezesem rady nadzorczej ZUS, niejednokrotnie przestrzegał na łamach różnych mediów, że jest naprawdę źle. Dziennikarze „MANAGER MAGAZIN” napisali o tym ( zresztą nie pierwszy i nie ostatni ) obszerny artykuł o „bombie emerytalnej”, składającej się z przywilejów, wysokich podatków i składek, niskich zarobków, wyżu demograficznego i niskiego przyrostu naturalnego, exodusu Polaków za granicę, zmian w przepisach emerytalnych ( w tym OFE ) niekoniecznie korzystnych dla ubezpieczonych.
I co z tego wynikło ?
Przykre to, ale nic. Żaden z tych artykułów nie kończy się propozycjami rozwiązań. Rozwiązania takie jak zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn albo uwolnienie szarej strefy tak naprawdę niczego nowego nie przyniosą. Bo uwolnienie „szarej strefy” to jedno, a znalezienie rozwiązań na to uwolnienie to drugie. A że Polska to kraj krzykaczy, którzy znają się najlepiej na piłce nożnej, wszyscy są najlepszymi kierowcami, a eksperci od polityki rodzą się codziennie w każdym domu, to rozwiązania nie pojawią się tak długo, jak długo będziemy udawać, że najprostsze rozwiązania są niemożliwe.
Mamy blisko siebie taki mały kraj, Słowację. Ten niewielki naród wiele stracił po podziale Czechosłowacji, bo większość przemysłu leży na terenie Czech. No może za wyjątkiem kilku hut i ostatnio wybudowanych kilku fabryk. Daleko im jednak do nas, bo i dostęp do morza mamy, i góry, i kopalnie, i huty, i inwestycje zagraniczne... Kiedy spędziłem tam kilka dni ( mieszkam blisko granicy z Czechami, więc już widziałem drogi bez dziur ) i od razu zauważyłem sporo różnic. Na autostradach ( takich jak nasza A 4 ) nie ma takiego ruchu, pewnie z tego powodu, że wszystkie są tam płatne. Opłaty nie w formie gotówki, ale każdy, kto chce po nich jeździć, musi mieć przyklejoną nalepkę, zwaną winietą. Wiem, piszę o sprawach oczywistych. Ceny benzyny są porównywalne z naszymi, ale jednak sposób na pozyskanie środków do budżetu przez kraj, który ma jedne z najniższych podatków w Europie, okazał się jakimś rozwiązaniem.
Słowacy nie są rolnikami. Szczęśliwy ten, kto ma choć kawałek swojej własnej ziemi, u nas nazywanych popularnie ogródkami działkowymi, ale pomimo tego każdy skrawek ziemi jest zagospodarowany. No i turystyka. Ktoś, kto był choć raz na nartach w polskich Tatrach lub Karkonoszach, dobrze wie o czym piszę. Oczekiwanie w kolejce na Kasprowy albo Szrenicę może zniechęcić nawet najbardziej zmotywowanego narciarza. Nie jeździłem w sierpniu na nartach ( ha ha ha ), ale ilość wyciągów kołyszących się nad moją głową i działających cały rok bardzo mnie zaskoczyła, choć podobny widok panuje w czeskich Karkonoszach. My, Polacy, wybudowaliśmy w po swojej stronie Tatr jedną kolej gondolową. Słowacy wybudowali ich kilkanaście. Nie było protestów „zielonych” ani władz parku narodowego, że budowa wystraszy zwierzęta. Większość jaskiń, nadających się do zwiedzania ( a więc i do zarabiania pieniędzy ) została zaadoptowana i oddana turystom. To strumień pieniędzy. Tam, gdzie można zbudować parki rozrywki i wykorzystać atrakcje przyrodnicze, wyrosły obiekty, które dostarczają wpływów do budżetu. Z biznesu. Odniosłem wrażenie, że warunki, stworzone przez włodarzy tego małego państewka, dają spore pole do popisu dla ludzi, którzy chcą brać sprawy we własne ręce i chcą budować swój własny biznes. Niskie podatki, proste i przejrzyste procedury.
Co to ma wspólnego z emeryturami ? Na pierwszy rzut oka na pewno nic, ale to tylko pozory. Stworzenie dobrych warunków do zakładania własnych firm ( niskie podatki, zwolnienia okresowe z tych podatków i składek emerytalnych ) powoduje rozkwit biznesu, a polska gospodarka przypomina trochę myślenie :”tu i teraz. Przyszłość nie istnieje”. Podczas gdy w naszym kraju podwyższa się Vat na materiały budowlane i likwiduje ulgi remontowe, w wielu innych krajach to właśnie obniżenie podatków i utrzymanie zachęt podatkowych zwiększyło wpływy do budżetu.
Każdy z tych artykułów powinien pokazywać rozwiązania nie polegające na zrównaniu wieku emerytalnego czy uwolnieniu szarej strefy, ale mający w swojej konkluzji jedno rozwiązanie : Chcesz mieć emeryturę ? To ją sobie uzbieraj. Każda wypowiedź w sprawie sytuacji ZUSU, którą przedstawiał prezes Rady Nadzorczej kończyła się hasłem : „ludzie ! ubezpieczajcie się !
Sporo by tu pomogła zachęta podatkowa nie w postaci zwolnienia belkowego, ale zachęta odczuwalna zaraz, w postaci ulg podatkowych. Na pierwszy rzut oka to wpływy nie do budżetu, ale do instytucji finansowych, jednak nie zapominajmy, kto tak naprawdę rządzi. Komu Skarb Państwa sprzedaje obligacje. Instytucje finansowe też płacą podatki, a zwiększenie ich wpływów, to zwiększenie wpływów do budżetu. Zwiększenie wpływów instytucji finansowych ( banków, towarzystw ubezpieczeniowych, funduszy inwestycyjnych i emerytalnych ) to też zwiększenie obrotów innych branż, rozwój indywidualnego biznesu czy małych i średnich przedsiębiorstw. Większe wpływy w instytucjach finansowych to też ich większe zapotrzebowanie na obligacje i wzmożony ruch na rynkach papierów wartościowych.
Taka zmiana w przepisach podatkowych to EFEKT MOTYLA. Nawet niewielkie wydarzenie może spowodować lawinę zmian.
Innym rozwiązaniem ( które stosuję od lat osobiście ) jest robić SWOJE.
Robić swoje oznacza nie oglądać się na rozwiązania i zmiany przepisów i ekip rządzących, ale oznacza systematyczne i konsekwentne działanie, które będzie służyć temu, aby było MI lepiej, łatwiej i przyjemniej. Dla każdego z nas, najważniejszą osobą jesteśmy my sami. Moja żona żartuje, że dla mnie ważniejszy ode mnie samego jest tylko mój biznes.
Dlatego my, Polacy, powinniśmy robić swoje. Jeśli pracujemy na etatach, to powinniśmy systematycznie i konsekwentnie budować SWOJE kapitały. Jeśli prowadzimy biznesy, powinniśmy systematycznie i konsekwentnie budować SWOJE kapitały, które możemy uzyskać ze SWOJEGO biznesu.
Reszta może zając się polityką.
Howgh.
Komentarze (0)
Kategoria
Prasa



